Postawiła na stole dużą miskę z parującą zupą.
— Zupa z klopsikami, ogłosiła dumnie. Przepis po babci, przekazywany z pokolenia na pokolenie.
Zapach sprawił, że zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem głodna. Claudia zauważyła to i uśmiechnęła się z zadowoleniem.
— Patrz, dziewczyna ma apetyt! To dobry znak.
Kiedy zaczęłam się odprężać, drzwi wejściowe otworzyły się głośno. Usłyszeliśmy ciężkie kroki, a w drzwiach kuchni pojawił się wysoki mężczyzna z białymi włosami i głębokimi zmarszczkami na twarzy. Jego oczy, identyczne z oczami Wasyla, uważnie mnie obserwowały.
— A więc, mruknął, wszedł do kuchni i usiadł przy stole. To jest więc synowa?

— Ion, zachowuj się, skarciła go Claudia. Przedstaw się porządnie.
Mężczyzna spojrzał na mnie od stóp do głów i znów poczułam ciężar w żołądku.
— Ion Vasilescu, powiedział po prostu i wyciągnął ku mnie twardą, szorstką rękę, na której widać było ślady ciężkiej pracy. A ty kim jesteś?
— Valentina, odpowiedziałam, podając mu rękę.
Nastała nieprzyjemna cisza. Jego ręka trzymała moją mocno, a jego oczy bacznie patrzyły w moje. Nagle kąciki jego ust uniosły się w zaskakująco ciepłym uśmiechu.
— Witamy w naszej rodzinie, Valentina.
Reszta kolacji minęła w zaskakująco przyjemnej atmosferze. Claudia opowiadała anegdoty z dzieciństwa Wasyla, przez co rumienił się, a Ion dodawał szczegóły, które mój mąż zapewne wolałby zachować dla siebie.
— Wiesz, że nasz mały Vasilică w wieku ośmiu lat chciał uciec z domu? — zaśmiała się Claudia, podczas gdy ponownie nakładała mi na talerz gołąbki.
— Mamo, nie musisz…
— Tak, tak! Spakował swój plecak, włożył trzy książki, jabłko i paczkę cukierków, ogłaszając, że jedzie do Bukaresztu, żeby zostać pisarzem!
Zaśmiałam się, wyobrażając sobie małego, zdecydowanego Wasyla z plecakiem.
— A gdzie trafił? — zapytałam ciekawie.
— Na koniec ogrodu, zaśmiał się Ion. Usiadł pod gruszą i czytał, aż zasnął. Znaleźliśmy go wieczorem, z książką na twarzy i nietkniętym jabłkiem obok.
Po kolacji Claudia zaprowadziła nas do małego, ale przytulnego pokoju. Łóżko było przykryte ręcznie haftowaną kołdrą, a na stoliku nocnym leżały stare książki.
— To pokój Wasyla, oznajmiła dumnie. Zostawiłam go tak, jak był.
Podszedłam do regału z książkami i przesunęłam palcami po wyblakłych grzbietach — Tołstoj, Dostojewski, Rebreanu, Sadoveanu.
— Wasyl powiedział mi, że byłaś nauczycielką literatury, zauważyłam, zwracając się do Claudii.
Coś zmieniło się w jej oczach.
— Czterdzieści lat pracy w szkole, potwierdziła. Dzieci z wioski nazywały mnie „Panią Smoka” — zła jak smok, ale z złotym sercem, dodała, śmiejąc się. Wasyl mówi, że byłam zbyt surowa dla uczniów.
— Nie sądzę, żebyś była zbyt surowa, mamo — wtrącił się Wasyl. — Byłaś po prostu wymagająca. Dlatego wszyscy twoi uczniowie stali się wartościowymi ludźmi.
Tego wieczoru, w wąskim łóżku Wasyla z dzieciństwa, wyszeptałam:

— Twoja rodzina jest wspaniała.
Wciągnął mnie w swoje ramiona.
— Niepotrzebnie się bałaś.
— Przyznaję, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam twoją mamę, myślałam, że zje mnie żywcem.
Wasyl zaśmiał się cicho.
— Wiele osób tak o niej myśli. Zawsze była taka — silna kobieta, która musiała prowadzić dom i szkołę. Mój ojciec żartuje, że zakochał się w niej, kiedy skarciła go, bo nie umiał poprawnie wyrecytować wiersza Eminescu.
Następnego ranka znaleźli mnie w kuchni obok Claudii. Dała mi fartuch i zaprosiła do pomocy przy śniadaniu.
— Potrafisz zrobić naleśniki? — zapytała, przyglądając mi się uważnie.
— Znam przepis mojej babci — odpowiedziałam, sięgając po miskę.
— Doskonale. Pokaż mi, jak je robisz, a ja zdecyduję, czy są godne podniebienia mojego męża.
To było wyzwanie, ale tym razem nie czułam się onieśmielona. Claudia uważnie mnie obserwowała, ale nie krytycznie, raczej z ciekawością.
— Dodajesz cynamon do ciasta? — zauważyła zaskoczona. — Ciekawe.
— To tajemnica mojej babci — wyjaśniłam. — Nadaje to wyjątkowy smak.
Gdy upiekłam pierwszego naleśnika, Claudia go obejrzała, powąchała i ostatecznie wzięła mały kęs. Przez jej twarz przebiegł wyraz zaskoczenia, po czym pojawił się uznający uśmiech.
— Nieźle, dziewczyno, całkiem nieźle. Pokażę ci kilka moich starych trików.
Teraz zrozumiałam: to była ostateczna akceptacja. Kolejne dwie godziny spędziłyśmy na wspólnym gotowaniu, wymieniając się przepisami i historiami. To było dziwne, jak szybko zniknął mój początkowy strach.
Kiedy Wasyl i jego ojciec weszli do kuchni, zastali nas śmiejące się, a Claudia pokazywała mi, jak pleść ciasto na tradycyjny chleb.
— Co tu się dzieje? — zapytał Ion, zaskoczony luźną atmosferą.
Claudia puściła mi oczko.
— Daję dziewczynie mądrość pokoleń. Ma zręczne ręce, będzie wspaniałą żoną i matką.
Wieczorem, gdy przygotowywaliśmy się do wyjazdu, Claudia wręczyła mi duży pakunek.
— To dla was, wyjaśniła. — Zacusca, dżem, kompot. A tutaj jest moje książka z przepisami — chcę ci ją dać.
Milczałam, patrząc na zużyte książkę, pełną jej starannego pisma.
— Ale… to przecież dziedzictwo twojej rodziny.
— Tak, uśmiechnęła się. — A teraz ty też jesteś częścią rodziny.
Przy pożegnaniu znów mnie objęła, ale tym razem nie poczułam strachu, tylko pocieszenie.
— Uważaj na mojego syna, szepnęła mi do ucha. — I wróćcie wkrótce. Chciałabym pokazać wam mój ogród na wiosnę.
W samochodzie, wracając do domu, Wasyl zapytał:
— No, co powiesz? Nadal boisz się mojej mamy?
Spojrzałam na torbę pełną starannie przygotowanych słoików i książkę z przepisami, którą na pewno miałam w swojej torebce.
— Nie bałam się jej, zaśmiałam się. — Bałam się bardziej tego, co sobie o niej wyobraziłam.
Wasyl uśmiechnął się i chwycił moją rękę.
— Wiedziałem, że świetnie się dogadacie. Macie więcej wspólnego, niż myślisz.
Kiedy spojrzałam za siebie, a dom stawał się coraz mniejszy na horyzoncie, zrozumiałam, że to spotkanie przebiegło zupełnie inaczej, niż się spodziewałam.
Byłam przygotowana na trudną teściową, na krytykę i ocenianie. Zamiast tego znalazłam nową rodzinę — a może nawet przyjaciółkę.
To dopiero początek naszej relacji, która, jak czuję, będzie jedną z najcenniejszych w moim życiu.
Lees verder door hieronder op de knop (VOLGENDE 》) te klikken !